Znow o depresywnej jesiennej porze, znow przypadkowo, znow trafilem na warsztaty ludowego przemyslu. Zeszloroczne, przypomne, byly poswiecone wyrobom z welny, natomist wczorasjsze - bardzej meskie - dotyczyly opracowania drewna. Znow wykladowca byl obywatel Szwecji, tym razem - pan Joggi (oto jego strona), znow wszystko bylo "wery ekscellent" i na "hurra". I teraz oprocz zeszlorocznego welnianego (c)helmu mam wlasnorecznie wykute z brzozowego klocka: noz do masla, lyzke do zupy oraz pojemniczek na te niechytre, ale z takim trudem wydobyte narzedzia! Kawalek pachnacego slonca wsrod szarej przestrzeni ErBe.
Szkoda, ze nawet o tej porze nie mam dostepu do aparata...


Pomyslij 7 razy, zanim cos tu wpiszesz:
 
Wróć